5 bieg lwa

2015.05.24 – 4 BIEG LWA


IV Bieg Lwa czyli półmaraton, który odbył się w Tarnowie Podgórnym. To już trzecia edycja w której uczestniczyłem. Ach, jak ten czas leci. Co mnie corocznie ciągnie do Tarnowa ? Świetna organizacja, płaska trasa i dobra zabawa. Jak co roku organizatorzy dbają o całą rodzinę dostarczając im moc rozrywki. Tworzą piknik, w którym od najmłodszych do najstarszych nikt się nie nudzi. Za mało ? No to posłuchaj tego …

Nie spotkałem się jeszcze z tym aby jakieś miasto zamykało się całkowicie dla ruchu samochodowego bo biegacze chcą pobiegać po ulicy! A Tarnowo właśnie to robi !!! Zamyka ulice i koniec. Dzięki temu ludzie zamiast przesiadywać w marketach wychodzą na ulice i kibicują. Kibicują i to jak ! Dziesiątki „samozwańczych” stanowisk z wodą, napojami, czekoladą czy nawet ciastem! Oprócz tego mnóstwo natrysków dla nas, dla biegaczy. Kibice są boscy! Przecież nikt ich do niczego nie zmusza, a oni po prostu sami z siebie dają to co mają najlepsze. To wszystko sprawia, że naprawdę warto tutaj być co roku. Nie tylko ja tak sądzę bo pakiety na bieg rozeszły się jak świeże bułeczki już dawno przed imprezą.

cztery

Do Tarnowa dojechaliśmy na dwie godziny przez biegiem. Dzięki temu na spokojnie odebraliśmy pakiety, zwiedziliśmy miasteczko piknikowe i ze spokojem udaliśmy się do strefy startowej. Pogoda dopisała, było naprawdę bardzo ciepło i przyjemnie. Punkt 14.00 wystrzał z armaty oznajmił wszystkim iż czas pokonać trzy pętle o długości 7km. Nie wszyscy jednak tak mieli ponieważ wraz z półmaratończykami wystartowali również zawodnicy na 7km oraz sztafety 3 x 7km :) Od początku przybrałem szybkie, równe tempo. Takie jakie sobie zamierzyłem, biegłem po życiówkę! A biegło się naprawdę świetnie. Tak jak pisałem, było tego dnia upalnie ale nawet jeżeli ktoś nie miał ze sobą wody to nie miał powodów do obaw. Oprócz oficjalnych punktów regeneracyjnych były także te nieoficjalne. I w sumie to wszystko sprawiało, że można było sięgać po kubek z wodą kiedy tylko się miało na to ochotę, co zresztą wszystkim umiliło bieg. Na mniej więcej 7km zacząłem niespodziewanie mieć problemy z brzuchem. Z kilometra na kilometr brzuch zaczął mi się ściskać coraz mocniej przez co musiałem porzucić nadzieje na życiówkę. Co każdy kolejny kilometr moje tempo spadało o kolejne kilka/kilkanaście sekund. I nie miało to nic wspólnego z wodą od nieznajomych osób a po prostu – PECH. No tak się nie raz zdarza. Nie miałem jednak zamiaru się poddać i jak tylko mnie minęły baloniki z napisem 1:40 po prostu zacząłem się bawić biegiem na całego. Zaczęło się przybijanie piątek, machanie do ludzi itd. Kto biega to wie co to za klimat :) I choć coraz ciężej było mi biec to mimo tego było fajnie. Po trzech okrążeniach jest ukochana META! Moje tempo spadło w sumie o ponad minutę od założonego na każdy km ale nie to było najważniejsze. Wbiegając na stadion META już dawno nie smakowała tak dobrze. Brzuch dał mi MEGA w kość ale się nie poddałem :) A wbiegając na metę zawodnikom przygrywał zespół reggae :) Idealne jak dla mnie :) Na mecie medal, pakiet regeneracyjny i oczekiwanie na Nikę, która zgodnie z założeniami życiówkę swoją zrobiła :)

5855bieglwa

Podsumowanie:
Naprawdę warto tutaj wpaść za rok. Dwa lata temu zrobiłem tutaj życiówkę, rok później również a w tym roku nie udało się. Ale nie ważne, nie była to kwestia złego przygotowania tylko po prostu – nie ten dzień ;) Na pokonanie bariery 1:40 przyjdzie jeszcze czas, może na jesień ?! A podsumowując bieg mam tylko jedno słowo – ZAJEFAJNIE!

Pakiet startowy:
– numer startowy
– koszulka techniczna Kalenji
– plecak firmy Paso
– kawa mielona MK Cafe
– wafle ryżowe
– kupony rabatowe

Wynik:  1:48:17 netto

ps. jeżeli jeszcze nie jesteś na moim fanpage to zapraszam do polubienia.
Dzięki temu na bieżąco otrzymasz informacje o nowych wpisach i nie tylko :)
http://www.facebook.com/Stingbiega

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *